NaMierzeje.pl
AKTUALNOŚCIWARTO WIEDZIEĆ

Obraz po huraganie. Co się stało na Mierzei Wiślanej?

Potężny sztorm i huragan, które uderzyły w Mierzeję Wiślaną pokazały ogromną siłę natury. Nadeszły prawie czterometrowe fale, wiatr wiejący z prędkością przekraczającą 100 kilometrów na godzinę i woda wdzierająca się kilkadziesiąt metrów w głąb plaż, która zostawiła zniszczone bary i punkty usługowe. Patrzyliśmy na porwane przez fale meble, leżaki i parasole,  ale także na obraz wielkiej solidarności ludzi, którzy przez dwie doby walczyli z siłami żywiołu.

huragan na Mierzei Wiślanej | NaMierzeje.pl

Zniszczone barykady z piasku w Krynicy Morskiej

Huragan uderzył we środę nad ranem, ale już od wtorku przedsiębiorcy, którzy na plażach prowadzą bary i restauracje, szykowali się na walkę z wodą i wiatrem. Wzdłuż punktów gastronomicznych i usługowych od Jantaru do Krynicy Morskiej stanęły setki worków z piaskiem. Koparki pracowały do późnej nocy, usypując wały, które miały chronić przed ogromnymi falami. Wszyscy zareagowali na alerty, bo ich zlekceważenie mogło oznaczać utratę własnego dobytku i zagrożenie bezpieczeństwa.

Im dalej na wschód, tym gorzej

Najspokojniej, jeśli w ogóle można użyć takiego słowa, było w Jantarze i Stegnie. Tu wiatr wiał z najmniejszą siłą, ale też fale nie wdzierały się tak głęboko. Miejscowości na zachodzie Mierzei Wiślanej są położone najdalej od prognozowanego od początku tygodnia epicentrum cyklonu Bernadette. Dodatkowo, ta część regionu Zatoki Gdańskiej jest bardziej osłonięta i schowana przed otwartymi wodami Morza Bałtyckiego, niż Krynica Morska czy Piaski. Kolejnym atutem plaż w gminie Stegna jest ich szerokość, często sięgająca kilkudziesięciu metrów.

W Stegnie na plażę wjechał ciężki sprzęt

In dalej na wschód, tym gorzej. Kąty Rybackie i Sztutowo leżą co prawda blisko Stegny, ale tu plaże się zwężają i miejscami bary stoją zaledwie kilkanaście metrów od linii brzegowej. Linii wyznaczanej przez spokojne morze, a nie sztormowy huragan.

W Krynicy Morskiej i Piaskach nadeszło najsilniejsze uderzenie żywiołu. To tu wysokość fal sięgała czterech metrów, a wiatr wiał z największą siłą. To także w Krynicy Morskiej zbudowane zostały najsilniejsze umocnienia, które wyglądały jak plażowe barykady.

REKLAMA

Pospolite ruszenie w Krynicy Morskiej

Kiedy woda zaczęła zalewać plażę w Krynicy Morskiej, na ratunek ruszyli wszyscy. Przedsiębiorcy, właściciele barów i restauracji z centrum miasta, służby porządkowe, policja, staż pożarna i straż graniczna. Kiedy jechaliśmy przez Krynicę Morską widzieliśmy pozamykane bary i sklepiki z pamiątkami. Nie były zamknięte dlatego, że wiał wiatr, bo w środku miasta wichura była znacznie słabsza, niż na plaży. Zamknęli je sami właściciele, którzy zabrali pracowników,  chwycili za łopaty, dźwigali worki z piaskiem i pomagali umocnić wały ochronne na plaży.

Przy jednym z najbardziej zagrożonych wejść na plażę widzimy noszącą worki na piasek burmistrz Krynicy Morskiej. Tu nie ma hierarchii, tu nie ma podziału na władzę i mieszkańców. Tu widać ogromną solidarność i bezinteresowną pomoc w obliczu zagrożenia. Obok łopatą wymachuje Michał, prowadzący w centrum Krynicy Morskiej stoisko z kraftowym kebabem. Postronni ludzie pytają, co robić i jak pomóc. Czy przynieść coś ciepłego, czy zanieść worki do kolejnego wejścia na plażę.

Umocnienia na plaży w Krynicy Morskiej

Krynicę Morską prawie udało się uratować. Woda podmyła konstrukcje wypożyczalni sprzętu wodnego, której ze względu na wagę i rozmiary wcześniej nie dało się usunąć. Poważnie uszkodzony został tylko jeden bar i kilka mniejszych stoisk, które powoli wracają do życia. Szkody udało się zminimalizować tylko dzięki wyjątkowej na dzisiejsze czasy solidarności i empatii całej społeczności.

„To był czas, który pokazał, że potrafimy działać razem. Z odpowiedzialnością, spokojem i wzajemną troską. Jestem dumna, że Krynica Morska ma tak wspaniałych ludzi. To właśnie Wy jesteście największą siłą naszego miasta” – po zakończeniu akcji pisała na profilu miasta burmistrz Krynicy Morskiej, Sylwia Szczurek.

REKLAMA

Nie wszyscy wygrali z żywiołem

Huragan spowodował największe zniszczenia w Kątach Rybackich. We środę dostaliśmy krótką wiadomość od Oli, właścicielki działającego tu od lat i lubianego przez turystów baru Paradise: „Nie uratujemy Kątów…”.

Ten bar przegrał walkę z żywiołem

Do baru przyjechali znajomi i przyjaciele właścicieli. Starali się ratować, co można, ale siła żywiołu była ogromna. Morze porwało parasole, ciężkie drewniane łóżka plażowe i elementy wyposażenia. Niestety tę walkę z ogromnymi falami przegrali. Bar Paradise praktycznie przestał istnieć.

„Niestety… nie wygraliśmy walki o nasz Paradise. To miejsce, w które przez tyle lat wkładaliśmy całe serce, czas i ogrom pracy. Chcemy z całego serca podziękować wszystkim, którzy przyjechali, żeby nam pomóc. Dzięki Wam udało się uratować chociaż część tego, co dla nas było tak ważne. Nigdy nie zapomnimy tego wsparcia i tego, że nie zostaliśmy z tym sami” – pisali właściciele baru kilka godzin po uderzeniu sztormu.

Zniszczony bar w Kątach Rybackich

Całkowicie zniszczony został także ogromny bar – namiot w Piaskach. Tu siła wiatru i fale porwały ściany i zadaszenie i wdarły się do środka. W Piaskach nie było nawet o co walczyć.

Nie wiem, ale coś powiem

Dla wielu przedsiębiorców, lokalnych władz czy służb ratowniczych pomimo ogromu zniszczeń najbardziej przerażające nie jest to, co wydarzyło się na plażach Mierzei Wiślanej.  Najbardziej bolą znieczulica, brak wiedzy, zawiść  i zwykły hejt tych, którzy informacje o dramatycznej walce komentują w mediach społecznościowych.

– Większość z nich pisze rzeczy, o których nie ma pojęcia. Nawet mam wrażenie, że oni się cieszą z tego, że komuś rozpadło się dotychczasowe życie. Mają nas za ignorantów, którzy patrzyli z leżaka, jak fale zabierają ich dobytek. To bardzo boli, bo łatwo jest komentować z ciepłego fotela na drugim końcu Polski. Do tej pory nie rozumiałem, jak hejt może skłonić kogoś do samobójstwa albo zrobienia czegoś głupiego. Teraz już wiem, że siła ludzkiej nienawiści jest porażająca – mówi nam właściciel jednego z plażowych barów, który chce zachować anonimowość. Boi się jeszcze większej fali hejtu.

W Krynicy Morskiej pomagali wszyscy

W sieci roi się od komentarzy które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wielu użytkowników social mediów uważa, że stawianie barów na plażach jest albo nielegalne, albo jest przykładem ogromnej chciwości „bogatych buców”. Inni twierdzą, że można było wywieźć z plaży wszystko, a nie płakać nad stratami. Tyle, że nic z tego nie jest prawdą. Plażowy biznes działa w pełni legalnie, a stawianie konstrukcji ogromnych barów trwa często tygodniami, więc demontaż i wywiezienie kilkunastu obiektów w ciągu dwóch czy trzech dni jest po prostu niemożliwe.

REKLAMA

– Do demontażu takich ogromnych konstrukcji potrzebne są koparki, podnośniki i ładowarki. Tu, na Mierzei Wiślanej nie ma ich na dziesiątki. To nie jest tak, że dzwonimy i następnego dnia mamy armię buldozerów czekających na sygnał. Mokre podesty ważą setki kilogramów, bary ważą tony. Tego nie da się wynieść na plecach, choćbyśmy zatrudnili cały batalion – wyjaśnia pracownik jednej z restauracji w Krynicy Morskiej. On też prosi o to, żeby nie podawać jego imienia.

Namiot w Piaskach rozerwany przez huragan

Piasek tylko z certyfikatem

Szczytem arogancji i braku jakiegokolwiek zrozumienia dla sytuacji był komentarz, w którym jeden z internautów, powołując się na przepisy udowadniał, że usypywanie zabezpieczeń z piasku przez ratowników było nielegalne i nie powinno być wykonane, bo piasek nie był ich własnością.  Mało tego – ci, którzy podjęli takie działania, powinni ponieść konsekwencje karne, ponieważ prawdopodobnie wykorzystali nie swój piasek bez złożenia pism o pozwolenie do Urzędu Morskiego.

Szczytem abstrakcji było jednak dopiero kolejne twierdzenie, że do wypełniania worków przeciwpowodziowych można używać wyłącznie… certyfikowanego piasku zamówionego w posiadających uprawnienia żwirowniach. Ten z plaży nie spełniał norm. To wszystko w obliczu szalejącego żywiołu i ludzkich tragedii.

Szalejący sztorm na plaży w Piaskach

Nie brakowało też licznych komentarzy krytykujących służby mundurowe. „Dlaczego policja czy straż pożarna pomaga tym, którzy zarabiają pieniądze w plażowych barach?” – pyta pan Krzysztof pod jednym z postów pokazującym akcję ratunkową w Krynicy Morskiej. „Policja na plaży? Niech robią to, za co im się płaci, zamiast biegać z workami z piaskiem” – dodaje pan Jarosław.

Pod takimi opiniami pojawiły się setki polubień, które pokazują ogrom ludzkiej znieczulicy i zawiści. Pokazują, że największym powodem do radości byłoby totalny kataklizm, który zmył do morza wszystko i wszystkich. Z historii, która wydarzyła się na Mierzei Wiślanej wyłania się przerażający obraz społeczeństwa hejterów, dla których bezinteresowna pomoc jest już tylko powodem do wyśmiewania tych, którym zależy.

REKLAMA