Czerwone flagi, w wodzie rodziny z dziećmi
Trudne warunki nad Bałtykiem sprawiają, że na wielu strzeżonych kąpieliskach obowiązuje całkowity zakaz wchodzenia do wody. Jednak nie wszyscy zwracają uwagę na czerwone flagi i ostrzeżenia ratowników. Część turystów korzysta z kąpieli w ogromnych falach, nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu.

Czerwona flaga oznacza całkowity zakaz kąpieli
W Stegnie, Jantarze, Krynicy Morskiej i innych kurortach Mierzei Wiślanej czerwone flagi wywieszone są od kilku dni. Powodem zamknięcia kąpielisk są wysokie fale oraz groźne prądy wsteczne.
– Od kilku dni mamy zakaz kąpieli. Niewidoczne dla turystów prądy wsteczne są bardzo silne i bardzo niebezpieczne. Do tego dochodzą jeszcze wysokie fale. Do środy ma być tak samo, albo nawet jeszcze gorzej – ostrzega Bożena Ruszkowska, koordynator Plaży Białej z Krynicy Morskiej.
Ratownicy regularnie informują i ostrzegają równiez kąpiących się poza wyznaczonymi strefami, ale często nie daje to żadnych efektów. W Stegnie, w bardzo dużej odległości od brzegu, w wysokich falach, kąpały się całe rodziny. W wodzie były też kilkuletnie dzieci.
Czego tu się bać?
Zdecydowana większość komentujących zdjęcia ze Stegny krytykuje nieodpowiedzialne zachowanie turystów. „Jakby co, to nikt nie powinien ich ratować. Każdy jest kowalem własnego losu” – komentuje pani Barbara. „Gdzie jest rozsądek? Takie małe dzieci w głębokiej wodzie? Brak słów” – załamuje ręce pan Grzegorz.

Kąpiel w wysokich falach nie jest dobrym pomysłem
Jest też jednak spora grupa takich, którzy uważają, że nie ma w nim nic złego. „Jak mam ochotę, to będę się kąpał gdzie chce i nawet jak będą trzymetrowe fale i dycha Beauforta” – pisze pan Janusz. „Czego tu się bać. Metrowa fala, wielkie mi co. Po to się przyjeżdża nad morze, żeby korzystać” – dodaje kolejny komentujący podpisujący się nickiem Korosz_xd.
Takie tłumaczenia nie mają jednak większego sensu. W przypadku zagrożenia życia ratownicy mają obowiązek udzielenia pomocy także tym, którzy wchodzą do wody poza wyznaczonymi strefami kąpieliska. Oznacza to, że muszą opuścić teren, za który odpowiadają. W minionych latach było także wiele przypadków utonięć osób, które starały się pomóc i płynęły na ratunek porwanym przez morze.
Cichy, morski zabójca
Największym zagrożeniem dla kąpiących się w morzu nie są wcale wysokie fale. W wodzie czyha inny „cichy zabójca” – wsteczne prądy. Prądy są groźne, ponieważ dla laika pozostają niewidoczne. Wsteczny prąd to skumulowane, ogromne ilości wody, które wracają w stronę otwartego morza. Tworzące się w ten sposób silne strumienie wciągają wszystko, co spotkają na swojej drodze.
Na strzeżonych kąpieliskach często powiewają czerwone flagi nawet wtedy, kiedy morze jest spokojne i nie ma wysokich fal. Przyczyną są zazwyczaj właśnie wsteczne prądy, których na pierwszy rzut oka nie widać, ale doświadczeni ratownicy są w stanie je wychwycić.

Informacje o warunkach na ratowniczych wieżach
Jakie są oznaki powstawania silnych wstecznych prądów?
– wąski pas wody o innym odcieniu albo wyraźnym zmętnieniu
– odcinek, na którym fale są wyraźnie mniejsze lub nie ma ich wcale
– szczątki roślin, patyków czy „piana” wyciągane z brzegu w kierunku otwartego morza
W przypadku porwania przez wsteczny prąd, przede wszystkim nie należy panikować. Ogromnym błędem popełnianym przez większość ofiar jest próba powrotu na brzeg po najkrótszej linii. Siła prądu jest tak duża, ze nawet wytrawni pływacy nie mają z nim szans. Aby wydostać się na spokojną wodę, należy płynąć wzdłuż brzegu przez kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów aż do momentu, w którym wypłyniemy poza obszar prądu.
Alkohol i brawura na szczycie listy
Każdego roku w Polsce ginie w wodzie kilkaset osób. Większość z nich tonie przez nieuwagę i brak rozsądku. Według policyjnych statystyk w 2025 roku aż 58 ofiar było pod wpływem alkoholu. Blisko 40% to osoby w wieku powyżej 50 lat, które mają zdecydowanie niższą wydajność organizmu i odporność na różnicę temperatur. Na liście ofiar utonięć jest też piętnaścioro dzieci.
Najwięcej osób tonie w miejscach, w których wejście do wody wiąże się od początku z dużym ryzykiem. Statystyki pokazują, że na czele tego niechlubnego rankingu są „miejsca niestrzeżone, lecz nie zabronione”. To odosobnione fragmenty dzikich plaż, czy schowane z dala od kapielisk wejścia do rzek i jezior. Tu, w przypadku jakichkolwiek problemów, nie ma szans na jakąkolwiek pomoc.





